Szwajcaria

Jeśli miesz­ka­cie w kra­ju trze­cie­go świa­ta albo dru­gie­go, ale z nawy­kiem rzu­cać śmie­ci obok koszu, to zna­czy że w waszym pań­stwie jest Szwaj­ca­ria! I czym wię­cej im plu­ją tym wię­cej Szwaj­ca­rii w waszym pań­stwie.

W Rosji dużo Szwaj­ca­rii:

Jeśli szu­kać dowol­ne woje­wódz­two + Szwaj­ca­ria będą wer­sji.

Echo wojny

W dzie­ciń­stwie, kupo­wa­li­smy w gara­żach u męż­czy­zny nabój od pisto­le­tu TT, po 6 rubli od szt. cena dla nas była duża, tyle samo kosz­to­wa­ła 1,5 litro­wa butel­ka z lokal­nym napo­jem Tar­chun albo z fał­szy­wą Kolą. Zrzu­ca­li­śmy się i kupo­wa­li­śmy po dwa — trzy nabo­je do gry.

Robi­li­śmy ogni­sko i rzu­ca­li­śmy w nie­go nabo­je, kto odbie­gał od ogni­ska dale­ko ten jest tchó­rzem. Jak zwy­kle bli­żej wszyst­kich do ogni­ska był Artem, dla­te­go że rzu­cał nabój.
Rozu­mia­łem, że to było bar­dzo nie­bez­piecz­ne.
Face­tom podo­ba­ły się pikant­nie odczu­cia, nie sły­sza­łem żeby kogoś rani­ło.

Tamaryndowca

Byłem we wiet­nam­skiej restau­ra­cji, zamó­wi­łem sok tama­ryn­do­wy, wypi­łem i poczu­łem smak dzie­ciń­stwa. Tama­rynd to jakaś afry­kań­ska bzdu­ra, ale na sma­ku­je jak doj­rza­łe plo­ne sta­rej aka­cji. Po szko­le w jesie­ni cią­gle jedli­śmy strącz­ki, a wio­sną jedli­śmy kwia­ty.
Nazy­wa­li­śmy aka­cję «medom».